SZCZECIN

Hejka!!! Dawno mnie nie było. A właściwie to byłem, ale nie miałem weny do pisania. Tak po prawdzie to dalej nie mam, ale obiecałem pewnemu blogerowi że coś napiszę. On dużo podróżuje, ja trochę mniej. Jednak zdarzają się jeszcze miejsca gdzie ja byłem a on nie. Dlatego dziś opowiem wam o mojej wizycie w Szczecinie.

Wizyta moja była krótka a została jeszcze skrócona przez pewien zbieg okoliczności. Otóż moja podróż odbyła się w pierwszy dzień świąt Bożego Narodzenia. Jak zapewne pamiętacie w tym właśnie dniu w polskie wybrzeże uderzył orkan Barbara. No powiem wam, wiało przeokropnie. Do tego temperatura rzędu 0 oC. Ziąb straszny. Druga rzecz która skróciła mój pobyt, to niespodziewane jak dla mnie zamknięcie jednego z browarów. Trzeci to już moje niedopatrzenie. Brak wolnego miejsca na karcie pamięci. Dupa ze zdjęć.

Zacznijmy jednak od początku. Do Szczecina wybrałem się szynobusem z pobliskiego Goleniowa (święta u rodziny). Plan był taki. O godzinie 13.00 przyjazd o godzinie 18.0 wyjazd (święta u rodziny, ciąg dalszy). Jako że pochodzę i mieszkam w mieście turystycznym nie spodziewałem się że tak duża aglomeracja otworzy swoje wyszynki dopiero o 16.00. I w tym momencie mój plan stał się już napięty. Wiem, wiem. Jest internet i można było sprawdzić. No ale ja jak już mówiłem całe życie mieszkam w miejscu gdzie lokale otwierają się o 12.00 i szybciej. Takie niedopatrzenie. Więc po kilku godzinach spacerowania, zainstalowałem się do rodzinnego browaru Wyszak. Browar wraz z restauracją położony jest w podziemiach XV – wiecznego ratusza. Robi to wszystko spore wrażenie. Gotyckie sklepienia, wielkie stoły, warzelnia. Gdyby jeszcze w rogu siedział jakiś rycerz to miałbym wrażenie że przeniosłem się w czasie do krzyżackiej tawerny usytułowanej w podziemiach zamku w Malborku.

A jak piwa? Przecież to był mój główny cel podróży. Jak to w browarze restauracyjnym jest przyjęte – jasne, ciemne, pszeniczne i coś ekstra. Tylko nie każdy browar może wystawić „blachy”. Jasne to był pils – złoto na KPR 2016! Pszeniczne – złoto na KPR 2016. Coś ekstra, to oktoberfest – srebro na KPR 2016. No niestety nie było już pampkin ale – srebro na KPR 2016. Zakupiłem sobie za to coffee stouta w butelce aby móc w spokoju go zdegustować i znaleźć jeden choć słaby punkt tego browaru. Oczywiście piłem go już na miejscu, ale jednak moje ochy i achy zostały wtedy przekierowane w stronę pilsa. To było coś wielkiego! Pszeniczne zabiło mnie aromatem banana i goździka, wyczuwalnym chyba z pięciu metrów. No nie ma się do czego przyczepić.

Czas gonił więc spiesznym krokiem udałem się do Nowy Browar Szczecin. Znowu przeniosłem się w czasie. Tym razem lata 70-te ubiegłego wieku. Drzwi duże, przeszklone. Kilkanaście schodów w górę i kolejne przeszklone drzwi rodem ze starych dworców PKP. Długi bar. Stoliki czteroosobowe z krzesłami, a na których królują kufle. W rogu warzelnia. Spory harmider. Do kompletu brakuje tylko dymu papierosowego. Znowu – jasne, ciemne, pszeniczne i coś ekstra. Tym razem jest tragedia. Pils, taka kanalizacja że nie dało się wypić. Pszeniczne jeszcze by uszło w tłumie gdybym wcześniej nie był w Wyszaku. Ciemne? A było jakieś? Zdjęć nie mam więc pewny nie jestem ale, ….. nie chcę was oszukiwać więc nie będę wymyślał. Po prostu nie pamiętam. Coś specjalnego. To piwo położyło mnie na łopatki. W sensie negatywnym. Na moje pytanie do barmana „Co to w ogóle jest?”. On zapewne widząc moją wykrzywioną twarz odparł ze szczerością – „To piwo sprzedajemy klientom, którzy na niezłej bani domagają się Tyskiego”. Ha ha ha!!! To jest sposób na czyszczenie magazynów. Co jest stare i zleżane wrzucamy do kotła i robimy coś dla klientów znieczulonych. Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło. Za te cztery próbki tak na oko po 150ml zapłaciłem 7PLN. Fakt że dopiłem tylko pszenicę, ale to i tak tanio. W zamian za to że mi bardzo nie smakowało zostałem poczęstowany przez barmana kriekiem z Lindemansa, i to taką pełną szklanką. To była uczta dla moich zmysłów. Ten aromat, ten smak i w dodatku w gratisie. Był podobno podpięty na kranie (ten kriek) ale się kończył więc odlano ostatnie dwa dzbanki, aby można było podpiąć nowe piwo. Tym oto sposobem zaskarbiłi sobie moją przychylność. Choć piwa mają słabe, żeby nie powiedzieć, bardzo słabe.

Trzeci browar jaki miałem w planach do odwiedzenia to Stara Komenda. No i niestety klapa na całego. Lokal zamknięty. Była jeszcze opcja aby wrócić jeszcze do multitapu Office. Jednakże Komenda leży w bezpośrednim sąsiedztwie dworca kolejowego, a Barbara już dość wdała mi się we znaki, postanowiłem na tym zakończyć moją wizytę po piwnym Szczecinie. Kiedyś wrócę i nadrobię zaległości.

COFFEE STOUT – WYSZAK

PIANA – niska, drobna beżowa, niezbyt trwała

KOLOR –  ciemno brunatny

ZAPACH – kawa, gorzka czekolada, palony jęczmień

WYSYCENIE – niskie

SMAK – lekkie, kawowe, palone, przyjemnie oblepiające usta

OCENA – świetnie sesyjne piwo, mógłbym przy nim spędzić nie jeden wieczór    ++

 

+++ za każdą cenę

++ pyszne

+ dobre

+/- można kupić raz i to tylko z ciekawości

- nie warto kupować

– może gdyby rozdawali za darmo

— grozi śmiercią

REDMON (Polska/Czechy)

Witajcie! Po długiej niemocy, w opisywaniu zdegustowanych przeze mnie piw, postanowiłem powrócić z piwem, a właściwie z dwoma piwami.

Redmon (REDen – perMON), jest to polsko-czeska kooperacja. IPA ta została uwarzona według tej samej receptury (a może tylko składu?), zarówno w Świętochłowicach, jak i w czeskich Lomnicach. Oba zdegustowałem jednocześnie, aby mieć pewność przy porównywaniu ich ze sobą.

Opakowanie jest jednakowe, poza kapslami. Oba są firmowymi danego browaru. Po przelaniu do szkła już nie są identyczne. Różnią się właściwie detalami, ale jednak. Począwszy od piany, poprzez kolor, zapach na smaku kończąc. Oba są całkiem, całkiem, jednak ta z czeskim kapslem jest zdecydowanie bardziej sesyjna.

Eksperyment uważam za udany.

REDEN:

PIANA – średnia, biała, mocno zbita, drobnoziarnista

KOLOR –  bursztynowy

ZAPACH – grapefruit żółty (klasyczny), cytrusy egzotyczne owoce

WYSYCENIE - średnie

SMAK – goryczka żywiczna skontrowana słodyczą, goryczka nieco zalega, świetnie gasi pragnienie

OCENA – całkiem niezła IPA     +

 

PERMON:

PIANA – duża, biała, mieszana, piękny lacing

KOLOR –  ciemno złoty

ZAPACH – dojrzałe pomarańcze, czerwone owoce, mandarynki, czerwony grapefruit

WYSYCENIE – średnie do niskiego

SMAK – słodowe, ciasteczkowe, skontrowane delikatną goryczką

OCENA – sesyjna IPA, można przy niej spędzić niejeden wieczór    +

 

+++ za każdą cenę

++ pyszne

+ dobre

+/- można kupić raz i to tylko z ciekawości

- nie warto kupować

– może gdyby rozdawali za darmo

— grozi śmiercią

ŚRODEK – MULTITAP BIELSKO – BIAŁA

Jakiś czas temu od mojego kolegi Pawła dostałem lakoniczne zaproszenie na Facebooku, na otwarcie Środka. Środka czego? A, Bóg jeden wie! Gdyby Paweł nie był moim piwnym przyjacielem, pewnie takie zaproszenie bym zignorował. Ciągle ktoś mnie gdzieś zaprasza. Poprzez portale społecznościowe jest to niezwykle proste. Wystarczy kliknąć i wszyscy Twoi znajomi są poinformowani. Dlatego w większości nawet takich zaproszeń nie otwieram. Jednak skoro zaproszenie takie posłał mi człowiek niezwykle powściągliwy w tego rodzaju wypadkach, a do tego dzielący moją pasję, to nawet z czystej kurtuazji należy sprawdzić o co chodzi.

A więc, „klik – klik” i pojawia się zdjęcie jakiegoś banera zawieszonego na ulicy. Na nim wiele słów, ale dla mnie wybijają się dwa. Kraft i piwa rzemieślnicze. Kolejne zdjęcie, a na nim dziesięć kranów i prowizoryczna lista lanych piw, gdzie na 10 kranie pojawia się „Tanie i czepie”. Teraz już wiem. Wielokran plus spora dawka humoru. A więc muszę tam być.

Termin otwarcia to Święto Pracy, czyli 1 maja godzina 14.00. Ja melduję się o 16.30. Przy barze wita mnie autor całego zamieszania, czyli Paweł. Na moje pytanie „To Twoje?”. Odpowiada w swoim stylu, czyli powściągliwie „Nooo!”. Oznacza to, ni mniej ni więcej, tylko to, że kolejna osoba związana z grupą Piwowarzy Domowi Tustela,  wypływa na głębokie piwne wody. Choć jest nas niewielu, to w Naszej grupie mamy już właściwie wszystko co można mieć dzięki piwnej rewolucji. Mamy browar (Fabrica RARA), mamy multitap (Środek), mamy sklep dla piwowarów domowych (Homebrewing), mamy również Grand Championa (Dori). Szkoda tylko że nie mamy czasu aby się regularnie spotykać.

Odbiegłem trochę od tematu. Jako, że byłem w Środku dwie i pół godziny po oficjalnym otwarciu, wszelakie niedoróbki można wrzucić w niepamięć. Największą bolączką jest brak szyldu nad drzwiami wejściowymi. Ja gdybym nie był zdeterminowany w poszukiwaniach wejścia, to pewnie bym sobie dawno odpuścił i poszedł do innego lokalu. Dla zainteresowanych. Wejście jest po lewej stronie od głównego wejścia do teatru. Inne niedopatrzenia, czy braki, są tylko tłem dla świetnego, nowoczesnego lokalu, ze znakomitym piwem. 10 kranów i pełna lodówka piw rzemieślniczych (nie tylko polskich) zachęca do częstych odwiedzin. Dla kierowców w ofercie jest także piwo bezalkoholowe z dodatkiem chmieli nowofalowych.

Nowoczesny design

,Pełna lodówka

Menu na filarze

Ściana z trofeami

Poczekalnia przed ubikacjami

Tajemnicze pomieszczenie. Najprawdopodobniej Izba Wytrzeźwień

ROCZNICA „PIWNEJ REWOLUCJI”

28 marca 2011 to data która przeszła do historii polskiej sceny piwowarskiej jako początek „Piwnej Rewolucji”. W tym właśnie dniu browar Pinta ugotował pierwszą warkę Ataku Chmielu. Piwa do którego dodano po raz pierwszy w Polsce chmieli nowofalowych. A były to chmiele rodem  z USA – Amarillo, Cascade, Citra i Simcoe. Wtedy też po raz pierwszy zawierciański Browar Na Jurze, podpisał kontrakt na użyczenie wolnych mocy przerobowych innej firmie. W świadomości Polaków nie istniało jeszcze pojęcie browaru kontraktowego. Jak sami widzicie wszystko było nowe. Minęło zaledwie pięć lat i wszyscy mają już dostęp do szerokiej gamy styli piwnych uwarzonych przez polskie browary. Rocznie na rynek wypuszczane jest w naszym kraju ponad 1000 piw premierowo, co daje prawie 3 nowe piwa dziennie. Piwa rzemieślnicze nie tylko dostępne są już w sklepach specjalistycznych, ale również w wielkich sieciach spożywczych jak Tesco, czy Auchan. A minęło zaledwie 5 lat. Już nic, nigdy nie będzie takie samo. Dziękuję Grzesiek, Marek, Ziemek (ekipa Pinty).

Wpis miał się oczywiście ukazać dokładnie w rocznicę, niestety w tym dniu nie dysponowałem Atakiem Chmielu z historyczną bo pierwszą etykietą. Oczywiście ta widoczna na zdjęciu nie jest tą pierwszą, ale repliką wypuszczoną z okazji rocznicy. Replik zostało wypuszczonych na rynek dokładnie 4135. Dokładnie tyle ile podczas debiutu w 2011 roku.

Piwo to dostałem od żorskiej piwnej zagrody – ZYMFT (www.zymft.pl).

CHOP IN & HOP IN (Polska)

Debiut nowego browaru na blogu. Dodatkowo w dwóch odsłonach.  Bytów Browar Kaszubski, bo tak brzmi jego nazwa, debiutuje u mnie dwoma IPA-mi. PIPA czyli Polish India Pale Ale, ora z AIPA czyli American India Pale Ale. Piwa zapewne nie wzbudziły by u mnie jakiegoś wielkiego entuzjazmu gdyby nie piękne etykiety i rewelacyjna gra słów. O ile jeszcze AIPA o nazwie Hop In (czyli w domyśle „chmiel w środku”) nie robi jakiejś większej roboty, o tyle już PIPA ze swoją nazwą Chop In daje czadu. Zestawienie tych dwóch etykiet razem jak dla mnie „petarda”. Do tego jeszcze chmielowe szyszki podskakujące na pięciolinii dopełniające całość i to jest to co zachęciło mnie do zakupu tych piw. Czy kupił bym je z innymi etykietami? Pewnie tak, ale już bez takiego entuzjazmu i chęci opisania ich na tej stronie. Jest to kolejny dowód na to że faceci są wzrokowcami. A więc warto inwestować w etykiety!

PIANA – średnia, mieszana, lekko przybrudzona

KOLOR –  ciemna miedź

ZAPACH – słód, chleb, lekki alkohol, w oddali jakieś kwiatki

WYSYCENIE – niskie

SMAK – sporo ciała, niezła goryczka, nieco ziemiste, słodkawe

OCENA – po raz pierwszy piłem piwo z polskim Cascade-m i tak naprawdę to nie wiem czy wniósł on coś do tego piwa, żadnej ameryki tu nie ma a PIPA to jednak nie jest wdzięczny styl     +/-

PIANA – średnia, mieszana, lekko przybrudzona

KOLOR –  bursztyn

ZAPACH – słód, żywice, kwiatki, skórki cytrusów

WYSYCENIE – niskie

SMAK – delikatnie słodkie, lekka goryczka zalegająca, jakieś żywice

OCENA – pewnie dwa lata temu byłbym w niebo wzięty, teraz jednak to piwo jest jednym z wielu, bez rewelacji      +/-

 

+++ za każdą cenę

++ pyszne

+ dobre

+/- można kupić raz i to tylko z ciekawości

- nie warto kupować

– może gdyby rozdawali za darmo

— grozi śmiercią

RZEŹNIK (Polska)

Rzeźnik miał być zdegustowany, zgodnie ze swoim przeznaczeniem, czyli w dniu w którym odbywa się ultramaraton „Rzeźnik”. Jednakże okazało się że zanim takowy się odbędzie mój egzemplarz straci swoją ważność. Gdyby to był porter, RIS, czy inny barleywine, miałbym to w nosie, ale jest to delikatny lager, 10-tka. Tak więc nie ma co czekać do 27 maja, trzeba pić.

 

PIANA – duża, mieszana, ecru, trwała

KOLOR –  bursztynowe

ZAPACH – słód, trawa

WYSYCENIE - niskie

SMAK – słodkie, miodowe, lekka goryczka

OCENA – lekki, pijalny lager, sporo ciała jak na 10 BLG     +/-

 

 

+++ za każdą cenę

++ pyszne

+ dobre

+/- można kupić raz i to tylko z ciekawości

- nie warto kupować

– może gdyby rozdawali za darmo

— grozi śmiercią

 

PEPPER (Polska)

Drugie z rzędu piwo z Fabrica Rara. Tym razem Pepper, czyli APA z dodatkiem zielonego pieprzu. Piwo to zostało zakupione przeze mnie podczas premiery Kaszmiru jaka została zorganizowana dla „cieszynioków”, w Cihlowym Bistro w Cieszynie. Właściwie premiery w Cihlowym jest to jedyna okazja dla okolicznych fanów tego niewielkiego browaru, aby spróbować ich wyśmienitych piw w  rodzimym mieście. Ja również z chęcią uczestniczę w tych imprezach. Właściwie są to spotkania towarzyskie, gdzie można pogadać o piwie, przy piwie. No właśnie. Przy piwie. W piątek na który wyznaczone było nasze (klientów) spotkanie z nowymi piwami i samymi piwowarami Fabrica Rara, pogoda była pod psem. Dlatego zdecydowałem się pojechać na imprezę samochodem. Tak, tak! Samochodem! Jak ja nienawidzę zimy! Zabrałem ze sobą butelki z zamknięciem patentowym, tzw. krachlą. Piszę to dlatego, że degustację tak Peppera, jak i Kaszmiru przeprowadzałem z butelek w domu. A jak wiadomo przelewanie piwa z nalewaka do butelki, a z butelki do szkła, niezbyt dobrze wpływa na pianę i nagazowanie piwa. Dzięki temu, że cały wieczór mój umysł był trzeźwy, mogłem zaobserwować pewne zachowania klienteli. Na samą imprezę przybyłem trochę przed czasem i dzięki temu zainstalowałem się przy barze i mogłem bacznie obserwować preferencje piwne klientów. Nadmienić muszę, że Cihlowy nie jest żadnym multitapem. Nie jest nawet piwnym barem. Właściwie nie wiem, jak to ująć. Jest to lokal z trzema niewielkimi pomieszczeniami, umiejscowiony w piwnicy. Nie otynkowany. Z samymi cegłami. Cihlowy znaczy ceglany (czeski). Na barze jest jeden nalewak z Brackim. W butelkach podają ze 20 piw, z czego z kraftu był tylko Rudolf z Browaru Jana i Śmietanka z Jana Olbrachta. Nie licząc oczywiście naprędce zamontowanego nalewaka z piwem Fabrica Rara. Kolejny paradoks jest taki, że aby napić się Peppera, trzeba było najpierw wykończyć petainera z Kaszmirem. A jak pisałem wcześniej przyjechałem samochodem ;) , a po alkoholu nie prowadzi się pojazdów mechanicznych. A więc nastąpił problem. Ja nie mogłem pomagać, a goście lokalu, nie licząc osób zaproszonych na premierę, to w głównej mierze młodzi ludzie którzy nie za bardzo byli zainteresowani piciem dobrego piwa. Tym bardziej dziwne że w lokalu tak modnym (przynajmniej tak mi się wydaje), gdzie za burgera trzeba dać min 14 PLN-ów, hitem sprzedaży  była Perła Chmielowa. sic. Na pytanie barmanek czy podać szkło w większości padała odpowiedz odmowna. No bo kto będzie pił Perłę ze szklanki? Klientki, takie maksymalnie 20- nie pijają piwa z butelki. Może obciach, albo co? One proszą o słomki do tych butelek. No ręce opadają. Dlaczego tak jest, to zrozumiałem dopiero w domu. Ponieważ było to jedyne piwo w zielonej butelce. A jak wiadomo zielona butelka to niby coś lepszego. Przykłady to: Heineken, Carlsberg (piwo bez zbędnej goryczki), no i nasz nieoceniony Lech Premium. No przecież w telewizji mówią, ze to najprawdopodobniej najlepsze piwa na świecie.

Dobra, dobra. Ponarzekałem. Czas otworzyć Peppera. Dzięki Fabrica Rara, za zaproszenie. Wieczór z Wami, zawsze jest udany!

 

PIANA – średnia, biała, mieszana

KOLOR –  jasno pomarańczowe, mętne

ZAPACH – grapefruit, pomarańcza, cytrusy

WYSYCENIE - niskie

SMAK – słodowe, delikatna goryczka, pieprz niewyczuwalny

OCENA – przyjemne sesyjne piwo, bardzo zbalansowane, niczego nie jest za dużo, pieprz wyczuwalny dopiero poprzez naprawdę delikatne pieczenie w przełyku     +

 

 

+++ za każdą cenę

++ pyszne

+ dobre

+/- można kupić raz i to tylko z ciekawości

- nie warto kupować

– może gdyby rozdawali za darmo

— grozi śmiercią

KASZMIR (Polska)

Tym razem recenzja w zupełnie innym stylu. Prawie zawsze najpierw piszę tekst, a dopiero później degustuję i robię opis. W tym jednak konkretnym przypadku, będzie zupełnie odwrotnie. Jest ku temu jednak powód. Piwo totalnie mnie zaskoczyło i tekst stał się nieadekwatny do piwa. A więc najpierw opis degustacji, a dopiero później moje „wypociny”.

 

PIANA – biała, znikoma, właściwie to tylko pierścień przylegający do szkła

KOLOR –  ciemny mętny bursztyn

ZAPACH – mega imbir, piernik, ciasto, brzoskwinia

WYSYCENIE - brak

SMAK – lekko przypalony piernik, herbatniki imbirowe, słodkie a w zasadzie ulepkowate, w oddali tli się jakaś tam goryczka, lekko pikantne

OCENA – herbatniki w płynie, najlepsze piwo z imbirem jakie piłem     +++

 

Mój tekst musi być oparty o degustację. Zasadniczo nie za bardzo przepadam za piwami imbirowymi, dlatego pierwotny tekst musiał zostać wykasowany. Jak się okazało, ja po prosto nie piłem dobrego piwa z imbirem. To co doszło do moich nozdrzy zaraz po otwarciu butelki, już dawało sygnał że będzie dobrze. Jednak to co spotkało mnie po pierwszym łyku, wyrwało mnie z butów. Z powodzeniem to piwo mogło by być nazywane Christmas Ale-em. Kto powiedział że piwa świąteczne (w domyśle przyprawowe) muszą być ciemne i czekoladowe? W tym wypadku słód karmelowy, daje posmaki lekko przypalonego cukru, a drożdże francuskie (chciałem pisać że belgijskie i dobrze że sprawdziłem), choć z polskiego Fermentum Mobile, dodały posmaku przypraw korzennych. Wszystko to wykończone znaczną ilością imbiru, plus do tego kardamon i herbata Aromat Kaszmiru. Jest grubo. Piwo jak dla mnie jest ulepkowato słodkie, co daje mu w połączeniu z przyprawami olbrzymi potencjał na bycie piwem podawanym jako grzaniec. Odradzam niestety picie tego złotego napoju w upalne lato. Grozi to w połowie degustacji przyklejeniem języka do podniebienia ;) , jednakże w zimie, przy kominku, warte jest każdej wydanej złotówki. Brawo Paweł. Brawo Michał. Chyba najlepsze piwo z Fabrica Rara. A na pewno najbardziej charakterystyczne.

Na temat herbaty użytej w tym konkretnym piwie nie będę się trudził bo i tak się nie znam, więc skopiowałem tekst z portalu www.czajownia.pl „Aromat Kaszmiru, najczęściej nazywany po imieniu ‚Kaszmirem’. To egzotyczna mieszanka trzech gatunków herbaty: czarnej, zielonej i oolong wzbogacona skórką pomarańczy, goździkami, imbirem i cynamonem. Jest to autorska mieszanka wytwarzana przez Towarzystwo Miłośników Herbaty z Pragi o przenikliwym aromacie i zbilansowanym smaku. Dobrze smakuje z dodatkiem miodu. Szczególnie zalecana gdy topią się śniegi, króluje chlapa i pada śnieg z deszczem, pasuje też do słodyczy.”

 

+++ za każdą cenę

++ pyszne

+ dobre

+/- można kupić raz i to tylko z ciekawości

- nie warto kupować

– może gdyby rozdawali za darmo

— grozi śmiercią

MAÑANA (Polska)

Kolejny z członków grupy Piwowarzy Domowi Tustela, poświęcił się piwowarstwu rzemieślniczemu. Super sprawa. Na chwilę obecną, nie chcę zapeszać, więc tyle informacji wystarczy.

Z tej okazji zdegustuję pszeniczniaka z Zawiercia. Tym razem nie będzie to Browar na Jurze, a debiutujący na blogu Browar Jana. Mañana bo taką nazwę posiada ów napitek, jest klasycznym piwem pszenicznym. Bez dodatków. Bez udziwnień. Nawet brak w nim nowofalowych chmieli. Nuda! Nuda? A może właśnie powrót do korzeni, czyli piw klasycznych da mi nowe spojrzenie na kolejne degustacje. Lekki oddech od cytrusów, czy czekolady. O tym dowiemy się mañana (hisz. jutro).

 

PIANA – spora, biała, drobna, trwała

KOLOR –  bursztyn, mętne

ZAPACH – dojrzały banan, goździki, kwaskowość

WYSYCENIE - średnie

SMAK – kwaskowate, cierpkie, słodkie, pełne, słodowe

OCENA – klasyka w „punkt”, tak właśnie ma pachnieć, wyglądać i smakować dobry weisbier     +

 

+++ za każdą cenę

++ pyszne

+ dobre

+/- można kupić raz i to tylko z ciekawości

- nie warto kupować

– może gdyby rozdawali za darmo

— grozi śmiercią

KRÓL LATA – LE ROI DE L’ETÉ (Polska/Francja)

Tekst pisany parę dni temu. Z powodu problemu z zamieszczaniem zdjęć, na blogu ukazuje się dopiero teraz.

 

No i nadszedł pierwszy ciepły dzień tego roku. Mimo że jest styczeń termometry wskazywały dziś grubo ponad 10 stopni powyżej zera. Ja naprawdę nie lubię zimy. Dlatego otworzę dziś Króla Lata. Piwo kooperacyjne Pinty z francuskim Brasserie du Pays Flamanted. Jest to wariacja na temat witbiera, czyli piwa typowo na gorące dni. Niby jest zima, ale serce się raduje, że tak ciepło. A więc byle do lata i upałów.

PIANA – średnia do niskiej, szybko znika, pozostaje jedynie kilka wysepek, a i to niezbyt długo

KOLOR –  jasno słomkowy opalizujący

ZAPACH – skórka pomarańczy, cytryna, mandarynka, w tle kolendra

WYSYCENIE - niskie

SMAK – słodkie, pomarańczowe, jednocześnie z delikatną zalegającą goryczką

OCENA – rozwodniony sok ze zmielonych całych pomarańczy (razem ze skórką) z dodatkiem przypraw, największym plusem jest tu aromat, nie trafia w moje gusta       -

Ps. Pewnie teraz niejeden z Was będzie zastanawiał się nad tym co przeczytał. Jak ja mogłem tak nisko ocenić piwo nad którym wszyscy rozpływają się w zachwytach. Jest jeden prozaiczny powód. Zdegustowałem piwo z pierwszej warki. Wszyscy zapewne wiedzą że witbiery im świeższe tym lepsze. Oczywiście zgadzam się z tym. Ja jednak z premedytacją zamieściłem tą ocenę. Skoro data przydatności do spożycie kończy się za jakieś trzy tygodnie to browar daje gwarancję smaku do tej daty. A może się mylę. Może jest to data do której piwo nie może się popsuć, a nie okres w którym browar daje gwarancję na smak, aromat i wygląd?

 

+++ za każdą cenę

++ pyszne

+ dobre

+/- można kupić raz i to tylko z ciekawości

- nie warto kupować

– może gdyby rozdawali za darmo

— grozi śmiercią