BOCSKAI FREEDOM – Minibrowar na Węgrzech.

Hejka! Chciałbym wam dzisiaj opisać coś, co dla większości z was będzie czymś ze sfery science fiction. Czymś co dla wielu z nas jest już reliktem przeszłości. Jak że niedawnym, ale jednak. Pamiętacie jak u nas startowała „piwna rewolucja”? W Polsce, kraju piwnym,  „rewolucja” trwa lat 6, a co można powiedzieć o państwie które w piwie dopiero raczkuje. Węgry, bo o nich mowa, słyną z dobrych win, a w szczególności z Tokaju. Jak ważnym napitkiem na Węgrzech jest Tokaj niech świadczy to, że wspominają o nim nawet w swoim hymnie narodowym. A więc czy jest tam miejsce dla naszego ulubionego napoju, czyli piwa? Ano zobaczymy. Na chwilę obecną kraft jest tam raczkujący. Ja jednak miałem okazję spotkać na swojej piwnej drodze przedstawicieli pewnego madziarskiego browaru. Bocskai Freedom z Hajdúnánás. Jak sami mówią – proces ten jest nie do zatrzymania. Oni, jednak do piwnej rewolucji trafili jednak od drugiej strony. Wpierw postanowili powrócić do korzeni, poprzez zdrowe jedzenie. Pokazanie mieszkańcom regionu, że jedzenie to nie tylko markety, ale przede wszystkim płody rolne wytwarzane naturalnie. Przez rodzimych rolników. Ja miałem niebywałą okazję spróbować nie tylko piwa, ale i serów z niewielkiej serowarowni.

W regionie tym odnawia się też stada trzody rdzennie przypisanej tym regionom.

Na koniec poprzez swoją pasję do natury, postanowili iż będą warzyć i swoje piwo w sposób rzemieślniczy. W ten właśnie sposób powstał browar Bocskai Freedom. Ma dopiero cztery miesiące, ale wypuścił już na rynek 6 piw. Wszystko to są wersje bardzo limitowane. Bo jak inaczej określić ilości przeznaczone do sprzedaży, skoro warzelnia ma 300l, a tanki po 600l?

Ja miałem okazję spróbować 4 piw z tego browaru. Világos lager – jasny lager. Bez historii. Mézes Porter – Porter miodowy (tak mi się wydaje). Piwowarski skarb Polski w węgierskim wydaniu. Tutaj to się jeszcze muszą podciągnąć.  Ír vörös – irlandzkie czerwone. Recenzja niżej. Oraz coś co mnie oczarowało. Niestety było to piwo bez etykiety, a więc i zdjęcia brak. Poza tym było degustowane po wypiciu kilku innych piw, więc i tu zmysły mogły mnie zawieść. Jednak obstaję przy tym iż właśnie to piwo jest tym co będąc na Węgrzech mógłbym pić na co dzień. Jest nim Vanilliás Bourbon. Jak wyczytałem na stronie browaru, jest to porter. Skąd się bierze Burbon, tego nie wiem, ale wanilia wyczuwalna jest tylko prawdopodobnie w podświadomości. Ponieważ z tego co mi wiadomo dodawana jest w ilości 4 lasek na 600 litrów. Hmmm. Na zdrowy rozsądek patrząc, nie powinno być jej czuć wcale. Jednakże jako całość piwo prezentuje się i smakuje wyśmienicie.

W ofercie browaru jest jeszcze Bűza Sor – piwo pszeniczne, oraz Hungária – w tym wypadku nie mam pojęcia co to za piwo.

Jak by na to nie patrzeć zostały spełnione podstawowe warunki oferty browaru restauracyjnego. Piwo jasne, ciemne, pszeniczne i specjalne ;)

Lengyel, magyar – két jó barát, együtt harcol, s issza borát

ÍR VŐRŐS – FREEDOM BOCSKAI

PIANA – duża, drobna, ecru, szybko opada

KOLOR –  ciemno rubinowy

ZAPACH – słodko – kwaśny, czerwone owoce

WYSYCENIE – niskie

SMAK – niezła goryczka, lekko zalegająca, suszone jabłka, czerwone winogrona, trochę mało ciała

OCENA – nie jest złe ale niczym się nie wyróżnia, mało ciała, choć może być to spowodowane tym że my w Polsce jesteśmy przyzwyczajeni do piw bardziej ekstraktywnych    +/-

 

 

+++ za każdą cenę

++ pyszne

+ dobre

+/- można kupić raz i to tylko z ciekawości

- nie warto kupować

– może gdyby rozdawali za darmo

— grozi śmiercią

foto. http://bocskaifreedom.hu/, K.Heczko, priv

CZEGO NAJWIĘCEJ WYPIŁEM W 2016ROKU!

Cześć! Dziś przedstawię wam piwa które w 2016 roku wywarły na mnie największe wrażenie. Wrażenie – to może za mocno powiedziane, ale jak inaczej nazwać piwa które zadebiutowały w zeszłym roku, a ja wypiłem ich statystycznie najwięcej. Ogólnie staram się nie wracać do tych samych piw, no ale czasem trzeba. Zwłaszcza jeśli jest się uzależnionym od samochodu.

Oczywiście chodzi tu o piwa bezalkoholowe. Tutu srutu! Żadne z nich nie jest bezalkoholowe. Jedno nawet nie jest piwem. Jest wodą z chmielem. A więc statystycznie rzecz biorąc nie powinno jej tu być.  Olać statystyki. Każde z tych napoi robione jest najprawdopodobniej inną metodą, ale o tym później.

Nachmielona – zacznijmy od niej. Gazowana woda z dodatkiem nowofalowych chmieli prosto z ameryki. Nie piwo, a jednak świetnie się wkomponowuje w charakter piwnej rewolucji. Szkoda że na etykiecie nie ma podanych gatunków chmieli jakie zostały wrzucone do tej wody. Browar Nepomucen, który wyprodukował ten napój chmielowy, zamieścił na etykietce napis „0 IBU”, co sugeruje już, że chmiel dodawany jest tylko i wyłącznie na zimno. Hmmm. Jak oni to zrobili?

 

NACHMIELONA – NEPOMUCEN

PIANA – pojawia się kilka wysepek, w butelce początkowo zanosi się na gashing jednak piana pozostaje w niej gęsta i zbita

KOLOR –  bardzo jasno słomkowy

ZAPACH – cytrusy, owoce, bardzo przyjemny

WYSYCENIE – średnie do wysokiego

SMAK – woda z czymś, ja wiem że to chmiel ale ciężko to do czegoś porównać, lekko cytrusowe, nagazowanie sprawia że jest lekko kwaskowate i szczypiące

OCENA – ciekawy zamiennik piwa, nieźle skomponowany    +

BeFree – browar Doctor Brew. Po oczach bije zielony napis BEZALKOHOLOWE. Jednak gdy obrócimy butelkę i przeczytamy kontretykietę, okazuje się że piwo to może zawierać do 0,5%. Niby nic, ale zawsze coś. Wprowadzić się nim jednak w stan upojenia alkoholowego jednak nie da, ale ortodoksi niepijący alkoholu już się go nie napiją (i niech żałują). Jak można wyczytać z informacji zawartych na etykiecie, piwo ma ekstrakt początkowy na poziomie 8%, a więc najprawdopodobniej już na początku fermentacji, drożdże aby nie naprodukowały więcej alkoholu zostały zabite poprzez pasteryzację.

 

BEFREE – DOCTOR BREW

PIANA – tylko niewielki kożuszek

KOLOR –  słomkowy

ZAPACH – brzeczkowo – herbaciany

WYSYCENIE – niskie

SMAK – słodkie, delikatnie cierpkie, lekko ściągające, brak goryczkowej kontry

OCENA – smaczny zamiennik alkoholowego piwa, jednak nie na dłuższą metę     +

1 na 100 – Browar Kormoran. Lekkie Żytnie American Pale Ale. 1% alko, uzyskany z 6,5% ekstraktu. Piwo pasteryzowane. Oznacza to że piwo mimo iż ma niewielki ekstrakt to i tak musiała zostać przerwana fermentacja poprzez pasteryzację. W tym jednak przypadku drożdże o wiele więcej miały roboty niż przy piwie Dr Brew. Co jednoznacznie daje do zrozumienia o tym że w piwie pozostało mniej cukrów, a swoistą pełnie zapewnia udział słodu żytniego w zasypie. Dodatkowo nowością jest dodanie do piwa niskoalkoholowego chmielu nowofalowego. Kormoran zdecydował się na amerykańską Citrę. Najprawdopodobniej Citra wraz z polską Sybillą odpowiedzialna jest tylko za aromat. Natomiast za goryczkę odpowiada Lubelski.

 

1 NA 100 – KORMORAN

PIANA – początkowo średnia, jednak redukuje się do obwódki

KOLOR –  bursztyn z refleksami

ZAPACH – sosnowo – owocowy, w tle cytrusy

WYSYCENIE – niskie

SMAK – spora goryczka, trochę żywic, pełne (jak na ekstrakt), pijalne, świetnie gasi pragnienie

OCENA – zdecydowanie najlepsze z całej trójki, powinno być dostępne w każdym sklepie, stacji benzynowej, barze, niestety tak nie jest, a szkoda     ++

Na dokładkę dokładam degustację Hopiniady z Browaru Jana z Zawiercia. Nie ma jej na zdjęciu głównym z dwóch powodów. Po pierwsze nie piłem jej w 2016 roku. Kupiłem tą lemoniadę dopiero teraz. Drugi, to taki że tekst i zdjęcia były zrobione wcześniej, a Hopiniada zdegustowana została dopiero teraz. No ale skoro tekst jest o napojach z chmielem, to postanowiłem ją „dokoptować”.

Hopiniada, jest to lemoniada z chmielem. W składzie jest sok z cytryny, skórki z cytryny, świeża mięta, cukier brązowy i oczywiście chmiel. Jaki? Tego browar nie ujawnia.

HOPINIADA – BROWAR JANA

PIANA – na lemoniadzie?

KOLOR –  klarowny sok z cytryny

ZAPACH – cytryna, herbata z cytryną

WYSYCENIE – wysokie

SMAK – delikatnie kwaśne, delikatnie goryczkowe, słodkie

OCENA – oranżada o smaku gazowanej rozwodnionej herbaty cytrynowej, albo bezalkoholowe mojito   +/-

 

 

+++ za każdą cenę

++ pyszne

+ dobre

+/- można kupić raz i to tylko z ciekawości

- nie warto kupować

– może gdyby rozdawali za darmo

— grozi śmiercią

2 lata po dacie – 10 HOPS (Polska) Birbant/Zarzecze

Hejka!

Na wstępie wygłoszę  pewne zobowiązanie.

„Będę pilnował dat ważności! Do leżakowania odłożę tylko te piwa które się do nadają! Systematycznie będę degustował swoje zbiory! Z piw które posiadam zrobię ekspozycję z efektem WWWOOOW  ;) !”

Znalazłem ostatnio w swoim małym piwnym świecie piwo, które absolutnie nie nadaje się do leżakowania (tak twierdzą znawcy). Piwo niezbyt mocne. Niezbyt ekstraktywne. Nachmielone aromatycznymi odmianami pochodzenia amerykańskiego. Wszystko fajnie, ale okazało się że jest już dwa lata po okresie przydatności do spożycia. Fuck! Do wylania. Nie no. Spoko, spoko. Wylać to ja zawsze zdążę. Jak mawia moja piwowarska guru Dori – „browar to nie apteka”. Ja jednak twierdzę że browar to laboratorium i ciągłe eksperymenty. A więc na pohybel strachowi przed skutkami gastrycznymi jakimi straszą nas przepisy unijne za picie piwa po dacie przydatności OTWÓRZMY GO!

PIANA – duża, drobna, ecru, dobrze się trzyma, ładny lacing

KOLOR –  bursztynowy

ZAPACH – żywica, cytrusy, owoce, w tle kwiaty i …. miód?

WYSYCENIE - niskie

SMAK – słodkie z lekką kontrą goryczkową, goryczka mimo iż lekka to długo zalega w ustach, gorycz łodygowa, lekko kwaskowe

OCENA – dwa lata po terminie i jeszcze do picia, wychodzą nuty herbaciane (teinowo – ściągające)      +/-

 

 

+++ za każdą cenę

++ pyszne

+ dobre

+/- można kupić raz i to tylko z ciekawości

- nie warto kupować

– może gdyby rozdawali za darmo

— grozi śmiercią

JUBILEUSZOWE BELGIAN BLOND (Polska) Browar Zamkowy Racibórz

 

 

Cześć! Cześć! Cześć! Dziś kupiłem sobie piwo które mnie niesamowicie zainteresowało. Browar  Zamkowy „Racibórz” i jego Jubileuszowe. Belgian Blond. A więc kolejny browar który postanowił uwarzyć ciekawe piwo.

Niby klasyka. Niby nic nowofalowego. A jednak jest jeden szczegół który nakazuje popatrzyć na to piwo jako część piwnej rewolucji. Drożdże. Gdańskie laboratorium – Fermentum Mobile. To oni stoją za tajemniczym dla laików napisem na kontretykiecie – FM27 Artefakty Trapistów. Szkoda że sam browar nie bardzo chce się do tego przyznać, twierdząc że drożdże pochodzą z zakonu Trapistów. Jak dla mnie trochę słabo. Wychodzi na to że browar nie chce się kojarzyć się z żadnymi nowościami. Tylko tradycja. A może właśnie o to chodzi, czyli powrót do tradycji. Do warzenia piw górnej fermentacji. Jak podają „internety”, górniaki nie były obecne w Raciborzu co najmniej od 110 lat. Najprawdopodobniej też, piwo jest refermentowane w butelce. Nic na ten temat nie jest napisane na etykiecie, jednak świadczy o tym osad na dnie butelki i …… spory gashing. Piwo mimo swojej świeżości bardzo energicznie wychodzi z butelki. A więc jest potencjalnym zagrożeniem. UWAGA NA GRANATY!!!

PIANA – biała, niska i szybko opadająca do niewielkich wysepek, to co pozostało trzyma się do samego końca

KOLOR –  złoty, zamglony

ZAPACH – owocowo – pieprzowy, wytrawny

WYSYCENIE - niskie

SMAK – słodko, słodko, słodko, ciastkowo, keks w płynie posypany cukrem pudrem

OCENA – ulepkowaty, brak goryczkowej kontry, w odczuciu bardzo aksamitne, niebywale pijalne (mimo słodkości), słynnego raciborskiego żelaza nie wyczułem      +

 

 

+++ za każdą cenę

++ pyszne

+ dobre

+/- można kupić raz i to tylko z ciekawości

- nie warto kupować

– może gdyby rozdawali za darmo

— grozi śmiercią

SZCZECIN

Hejka!!! Dawno mnie nie było. A właściwie to byłem, ale nie miałem weny do pisania. Tak po prawdzie to dalej nie mam, ale obiecałem pewnemu blogerowi że coś napiszę. On dużo podróżuje, ja trochę mniej. Jednak zdarzają się jeszcze miejsca gdzie ja byłem a on nie. Dlatego dziś opowiem wam o mojej wizycie w Szczecinie.

Wizyta moja była krótka a została jeszcze skrócona przez pewien zbieg okoliczności. Otóż moja podróż odbyła się w pierwszy dzień świąt Bożego Narodzenia. Jak zapewne pamiętacie w tym właśnie dniu w polskie wybrzeże uderzył orkan Barbara. No powiem wam, wiało przeokropnie. Do tego temperatura rzędu 0 oC. Ziąb straszny. Druga rzecz która skróciła mój pobyt, to niespodziewane jak dla mnie zamknięcie jednego z browarów. Trzeci to już moje niedopatrzenie. Brak wolnego miejsca na karcie pamięci. Dupa ze zdjęć.

Zacznijmy jednak od początku. Do Szczecina wybrałem się szynobusem z pobliskiego Goleniowa (święta u rodziny). Plan był taki. O godzinie 13.00 przyjazd o godzinie 18.0 wyjazd (święta u rodziny, ciąg dalszy). Jako że pochodzę i mieszkam w mieście turystycznym nie spodziewałem się że tak duża aglomeracja otworzy swoje wyszynki dopiero o 16.00. I w tym momencie mój plan stał się już napięty. Wiem, wiem. Jest internet i można było sprawdzić. No ale ja jak już mówiłem całe życie mieszkam w miejscu gdzie lokale otwierają się o 12.00 i szybciej. Takie niedopatrzenie. Więc po kilku godzinach spacerowania, zainstalowałem się do rodzinnego browaru Wyszak. Browar wraz z restauracją położony jest w podziemiach XV – wiecznego ratusza. Robi to wszystko spore wrażenie. Gotyckie sklepienia, wielkie stoły, warzelnia. Gdyby jeszcze w rogu siedział jakiś rycerz to miałbym wrażenie że przeniosłem się w czasie do krzyżackiej tawerny usytułowanej w podziemiach zamku w Malborku.

A jak piwa? Przecież to był mój główny cel podróży. Jak to w browarze restauracyjnym jest przyjęte – jasne, ciemne, pszeniczne i coś ekstra. Tylko nie każdy browar może wystawić „blachy”. Jasne to był pils – złoto na KPR 2016! Pszeniczne – złoto na KPR 2016. Coś ekstra, to oktoberfest – srebro na KPR 2016. No niestety nie było już pampkin ale – srebro na KPR 2016. Zakupiłem sobie za to coffee stouta w butelce aby móc w spokoju go zdegustować i znaleźć jeden choć słaby punkt tego browaru. Oczywiście piłem go już na miejscu, ale jednak moje ochy i achy zostały wtedy przekierowane w stronę pilsa. To było coś wielkiego! Pszeniczne zabiło mnie aromatem banana i goździka, wyczuwalnym chyba z pięciu metrów. No nie ma się do czego przyczepić.

Czas gonił więc spiesznym krokiem udałem się do Nowy Browar Szczecin. Znowu przeniosłem się w czasie. Tym razem lata 70-te ubiegłego wieku. Drzwi duże, przeszklone. Kilkanaście schodów w górę i kolejne przeszklone drzwi rodem ze starych dworców PKP. Długi bar. Stoliki czteroosobowe z krzesłami, a na których królują kufle. W rogu warzelnia. Spory harmider. Do kompletu brakuje tylko dymu papierosowego. Znowu – jasne, ciemne, pszeniczne i coś ekstra. Tym razem jest tragedia. Pils, taka kanalizacja że nie dało się wypić. Pszeniczne jeszcze by uszło w tłumie gdybym wcześniej nie był w Wyszaku. Ciemne? A było jakieś? Zdjęć nie mam więc pewny nie jestem ale, ….. nie chcę was oszukiwać więc nie będę wymyślał. Po prostu nie pamiętam. Coś specjalnego. To piwo położyło mnie na łopatki. W sensie negatywnym. Na moje pytanie do barmana „Co to w ogóle jest?”. On zapewne widząc moją wykrzywioną twarz odparł ze szczerością – „To piwo sprzedajemy klientom, którzy na niezłej bani domagają się Tyskiego”. Ha ha ha!!! To jest sposób na czyszczenie magazynów. Co jest stare i zleżane wrzucamy do kotła i robimy coś dla klientów znieczulonych. Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło. Za te cztery próbki tak na oko po 150ml zapłaciłem 7PLN. Fakt że dopiłem tylko pszenicę, ale to i tak tanio. W zamian za to że mi bardzo nie smakowało zostałem poczęstowany przez barmana kriekiem z Lindemansa, i to taką pełną szklanką. To była uczta dla moich zmysłów. Ten aromat, ten smak i w dodatku w gratisie. Był podobno podpięty na kranie (ten kriek) ale się kończył więc odlano ostatnie dwa dzbanki, aby można było podpiąć nowe piwo. Tym oto sposobem zaskarbiłi sobie moją przychylność. Choć piwa mają słabe, żeby nie powiedzieć, bardzo słabe.

Trzeci browar jaki miałem w planach do odwiedzenia to Stara Komenda. No i niestety klapa na całego. Lokal zamknięty. Była jeszcze opcja aby wrócić jeszcze do multitapu Office. Jednakże Komenda leży w bezpośrednim sąsiedztwie dworca kolejowego, a Barbara już dość wdała mi się we znaki, postanowiłem na tym zakończyć moją wizytę po piwnym Szczecinie. Kiedyś wrócę i nadrobię zaległości.

COFFEE STOUT – WYSZAK

PIANA – niska, drobna beżowa, niezbyt trwała

KOLOR –  ciemno brunatny

ZAPACH – kawa, gorzka czekolada, palony jęczmień

WYSYCENIE – niskie

SMAK – lekkie, kawowe, palone, przyjemnie oblepiające usta

OCENA – świetnie sesyjne piwo, mógłbym przy nim spędzić nie jeden wieczór    ++

 

+++ za każdą cenę

++ pyszne

+ dobre

+/- można kupić raz i to tylko z ciekawości

- nie warto kupować

– może gdyby rozdawali za darmo

— grozi śmiercią

REDMON (Polska/Czechy)

Witajcie! Po długiej niemocy, w opisywaniu zdegustowanych przeze mnie piw, postanowiłem powrócić z piwem, a właściwie z dwoma piwami.

Redmon (REDen – perMON), jest to polsko-czeska kooperacja. IPA ta została uwarzona według tej samej receptury (a może tylko składu?), zarówno w Świętochłowicach, jak i w czeskich Lomnicach. Oba zdegustowałem jednocześnie, aby mieć pewność przy porównywaniu ich ze sobą.

Opakowanie jest jednakowe, poza kapslami. Oba są firmowymi danego browaru. Po przelaniu do szkła już nie są identyczne. Różnią się właściwie detalami, ale jednak. Począwszy od piany, poprzez kolor, zapach na smaku kończąc. Oba są całkiem, całkiem, jednak ta z czeskim kapslem jest zdecydowanie bardziej sesyjna.

Eksperyment uważam za udany.

REDEN:

PIANA – średnia, biała, mocno zbita, drobnoziarnista

KOLOR –  bursztynowy

ZAPACH – grapefruit żółty (klasyczny), cytrusy egzotyczne owoce

WYSYCENIE - średnie

SMAK – goryczka żywiczna skontrowana słodyczą, goryczka nieco zalega, świetnie gasi pragnienie

OCENA – całkiem niezła IPA     +

 

PERMON:

PIANA – duża, biała, mieszana, piękny lacing

KOLOR –  ciemno złoty

ZAPACH – dojrzałe pomarańcze, czerwone owoce, mandarynki, czerwony grapefruit

WYSYCENIE – średnie do niskiego

SMAK – słodowe, ciasteczkowe, skontrowane delikatną goryczką

OCENA – sesyjna IPA, można przy niej spędzić niejeden wieczór    +

 

+++ za każdą cenę

++ pyszne

+ dobre

+/- można kupić raz i to tylko z ciekawości

- nie warto kupować

– może gdyby rozdawali za darmo

— grozi śmiercią

ŚRODEK – MULTITAP BIELSKO – BIAŁA

Jakiś czas temu od mojego kolegi Pawła dostałem lakoniczne zaproszenie na Facebooku, na otwarcie Środka. Środka czego? A, Bóg jeden wie! Gdyby Paweł nie był moim piwnym przyjacielem, pewnie takie zaproszenie bym zignorował. Ciągle ktoś mnie gdzieś zaprasza. Poprzez portale społecznościowe jest to niezwykle proste. Wystarczy kliknąć i wszyscy Twoi znajomi są poinformowani. Dlatego w większości nawet takich zaproszeń nie otwieram. Jednak skoro zaproszenie takie posłał mi człowiek niezwykle powściągliwy w tego rodzaju wypadkach, a do tego dzielący moją pasję, to nawet z czystej kurtuazji należy sprawdzić o co chodzi.

A więc, „klik – klik” i pojawia się zdjęcie jakiegoś banera zawieszonego na ulicy. Na nim wiele słów, ale dla mnie wybijają się dwa. Kraft i piwa rzemieślnicze. Kolejne zdjęcie, a na nim dziesięć kranów i prowizoryczna lista lanych piw, gdzie na 10 kranie pojawia się „Tanie i czepie”. Teraz już wiem. Wielokran plus spora dawka humoru. A więc muszę tam być.

Termin otwarcia to Święto Pracy, czyli 1 maja godzina 14.00. Ja melduję się o 16.30. Przy barze wita mnie autor całego zamieszania, czyli Paweł. Na moje pytanie „To Twoje?”. Odpowiada w swoim stylu, czyli powściągliwie „Nooo!”. Oznacza to, ni mniej ni więcej, tylko to, że kolejna osoba związana z grupą Piwowarzy Domowi Tustela,  wypływa na głębokie piwne wody. Choć jest nas niewielu, to w Naszej grupie mamy już właściwie wszystko co można mieć dzięki piwnej rewolucji. Mamy browar (Fabrica RARA), mamy multitap (Środek), mamy sklep dla piwowarów domowych (Homebrewing), mamy również Grand Championa (Dori). Szkoda tylko że nie mamy czasu aby się regularnie spotykać.

Odbiegłem trochę od tematu. Jako, że byłem w Środku dwie i pół godziny po oficjalnym otwarciu, wszelakie niedoróbki można wrzucić w niepamięć. Największą bolączką jest brak szyldu nad drzwiami wejściowymi. Ja gdybym nie był zdeterminowany w poszukiwaniach wejścia, to pewnie bym sobie dawno odpuścił i poszedł do innego lokalu. Dla zainteresowanych. Wejście jest po lewej stronie od głównego wejścia do teatru. Inne niedopatrzenia, czy braki, są tylko tłem dla świetnego, nowoczesnego lokalu, ze znakomitym piwem. 10 kranów i pełna lodówka piw rzemieślniczych (nie tylko polskich) zachęca do częstych odwiedzin. Dla kierowców w ofercie jest także piwo bezalkoholowe z dodatkiem chmieli nowofalowych.

Nowoczesny design

,Pełna lodówka

Menu na filarze

Ściana z trofeami

Poczekalnia przed ubikacjami

Tajemnicze pomieszczenie. Najprawdopodobniej Izba Wytrzeźwień

ROCZNICA „PIWNEJ REWOLUCJI”

28 marca 2011 to data która przeszła do historii polskiej sceny piwowarskiej jako początek „Piwnej Rewolucji”. W tym właśnie dniu browar Pinta ugotował pierwszą warkę Ataku Chmielu. Piwa do którego dodano po raz pierwszy w Polsce chmieli nowofalowych. A były to chmiele rodem  z USA – Amarillo, Cascade, Citra i Simcoe. Wtedy też po raz pierwszy zawierciański Browar Na Jurze, podpisał kontrakt na użyczenie wolnych mocy przerobowych innej firmie. W świadomości Polaków nie istniało jeszcze pojęcie browaru kontraktowego. Jak sami widzicie wszystko było nowe. Minęło zaledwie pięć lat i wszyscy mają już dostęp do szerokiej gamy styli piwnych uwarzonych przez polskie browary. Rocznie na rynek wypuszczane jest w naszym kraju ponad 1000 piw premierowo, co daje prawie 3 nowe piwa dziennie. Piwa rzemieślnicze nie tylko dostępne są już w sklepach specjalistycznych, ale również w wielkich sieciach spożywczych jak Tesco, czy Auchan. A minęło zaledwie 5 lat. Już nic, nigdy nie będzie takie samo. Dziękuję Grzesiek, Marek, Ziemek (ekipa Pinty).

Wpis miał się oczywiście ukazać dokładnie w rocznicę, niestety w tym dniu nie dysponowałem Atakiem Chmielu z historyczną bo pierwszą etykietą. Oczywiście ta widoczna na zdjęciu nie jest tą pierwszą, ale repliką wypuszczoną z okazji rocznicy. Replik zostało wypuszczonych na rynek dokładnie 4135. Dokładnie tyle ile podczas debiutu w 2011 roku.

Piwo to dostałem od żorskiej piwnej zagrody – ZYMFT (www.zymft.pl).

CHOP IN & HOP IN (Polska)

Debiut nowego browaru na blogu. Dodatkowo w dwóch odsłonach.  Bytów Browar Kaszubski, bo tak brzmi jego nazwa, debiutuje u mnie dwoma IPA-mi. PIPA czyli Polish India Pale Ale, ora z AIPA czyli American India Pale Ale. Piwa zapewne nie wzbudziły by u mnie jakiegoś wielkiego entuzjazmu gdyby nie piękne etykiety i rewelacyjna gra słów. O ile jeszcze AIPA o nazwie Hop In (czyli w domyśle „chmiel w środku”) nie robi jakiejś większej roboty, o tyle już PIPA ze swoją nazwą Chop In daje czadu. Zestawienie tych dwóch etykiet razem jak dla mnie „petarda”. Do tego jeszcze chmielowe szyszki podskakujące na pięciolinii dopełniające całość i to jest to co zachęciło mnie do zakupu tych piw. Czy kupił bym je z innymi etykietami? Pewnie tak, ale już bez takiego entuzjazmu i chęci opisania ich na tej stronie. Jest to kolejny dowód na to że faceci są wzrokowcami. A więc warto inwestować w etykiety!

PIANA – średnia, mieszana, lekko przybrudzona

KOLOR –  ciemna miedź

ZAPACH – słód, chleb, lekki alkohol, w oddali jakieś kwiatki

WYSYCENIE – niskie

SMAK – sporo ciała, niezła goryczka, nieco ziemiste, słodkawe

OCENA – po raz pierwszy piłem piwo z polskim Cascade-m i tak naprawdę to nie wiem czy wniósł on coś do tego piwa, żadnej ameryki tu nie ma a PIPA to jednak nie jest wdzięczny styl     +/-

PIANA – średnia, mieszana, lekko przybrudzona

KOLOR –  bursztyn

ZAPACH – słód, żywice, kwiatki, skórki cytrusów

WYSYCENIE – niskie

SMAK – delikatnie słodkie, lekka goryczka zalegająca, jakieś żywice

OCENA – pewnie dwa lata temu byłbym w niebo wzięty, teraz jednak to piwo jest jednym z wielu, bez rewelacji      +/-

 

+++ za każdą cenę

++ pyszne

+ dobre

+/- można kupić raz i to tylko z ciekawości

- nie warto kupować

– może gdyby rozdawali za darmo

— grozi śmiercią

RZEŹNIK (Polska)

Rzeźnik miał być zdegustowany, zgodnie ze swoim przeznaczeniem, czyli w dniu w którym odbywa się ultramaraton „Rzeźnik”. Jednakże okazało się że zanim takowy się odbędzie mój egzemplarz straci swoją ważność. Gdyby to był porter, RIS, czy inny barleywine, miałbym to w nosie, ale jest to delikatny lager, 10-tka. Tak więc nie ma co czekać do 27 maja, trzeba pić.

 

PIANA – duża, mieszana, ecru, trwała

KOLOR –  bursztynowe

ZAPACH – słód, trawa

WYSYCENIE - niskie

SMAK – słodkie, miodowe, lekka goryczka

OCENA – lekki, pijalny lager, sporo ciała jak na 10 BLG     +/-

 

 

+++ za każdą cenę

++ pyszne

+ dobre

+/- można kupić raz i to tylko z ciekawości

- nie warto kupować

– może gdyby rozdawali za darmo

— grozi śmiercią